743. Urodziny Miasta Żory – gala wręczenia nagród „Tryptyk Żorski”

Sobotniego popołudnia dnia 28 lutego 2015r. w Miejskim Ośrodku Kultury odbyło się uroczyste uhonorowanie członków Towarzystwa Miłośników Miasta Żory, a mianowicie Panią Barbarę Wyrobek-Kaczmarczyk oraz Pana Andrzeja Schmidta. Gala wręczenia nagród „Tryptyk Żorski” została uświetniona występami zespołu i solistek Magic Voice, Dominiki Kontny i Rafała Kierpca oraz Adama Olesia i Hurdu_Quartetu.

Po wysłuchaniu hejnału żorskiego przyszedł czas na przybliżenie sylwetek laureatów. Zaproszeni na scenę oczekiwali na wręczenie „Tryptyku Żorskiego” – 3–częściowej zamykanej szkatułki, która zawiera 3 elementy symbolizujące stary żorski gród czyli bramę dolną i górną oraz widok miasta, a na jego tle 3 proste lecz o głębokiej treści słowa „sercem, umysłem i pracą” skierowane do osób, które umiłowały i rozsławiły żorski gród. Twórcami tego dzieła są: Stanisław Szwarc – główny projektant, Henryk Skupień – autor tekstu oraz Alojzy Błędowski – wykonawca dzieła. Wręczenia dokonali na scenie Senator RP Adam Zdziebło oraz naczelnik wydziału Biura Promocji, Kultury i Sportu Urzędu Miasta w Żorach – Anna Ujma, przy asyście Prezesa Towarzystwa Miłośników Miasta Żory.

W tym dniu cała sala Domu Kultury była razem z laureatami zasłużonej nagrody, która jest wyróżnieniem dla ich ciężkiej, owocnej i bezinteresownej pracy na rzecz naszego Miasta. Serdecznie dziękujemy przybyłym za obecność a nagrodzonym życzymy dalszych sukcesów i kolejnych odznaczeń.

Zobacz artykuły i zdjęcia z wydarzenia: Zory.pl / tuZory.pl


Poniżej prezentujemy sylwetki laureatów:

Barbara Wyrobek–Kaczmarczyk:
Jest rodowitą Żorzanką i od urodzenia mieszkała w rodzinnym domu na żorskim Rynku. Urodziła się przed wojną w wielodzietnej rodzinie o tradycjach powstańczych i społecznikowskich. Wyrastała w atmosferze polskości i patriotyzmu. Była jednym z dziewięciorga rodzeństwa, ale tylko jednym z pięciorga, które przeżyło wojnę i okupację hitlerowską. Miała 6 lat jak wybuchła II wojna światowa. Cała rodzina ucieka przed szaleństwem wojennym na wschód, ale dotarli tylko do Jarosławia bo tam „kocioł” niemiecki zmusił ich do powrotu. Ze względu na ogromne zaangażowanie rodziców a szczególnie ojca Józefa w działalność w polskich organizacjach, przeżywała wraz z całą rodziną gehennę z powodu bardzo częstych wizyt gestapo i permanentnych przeszukiwań domu. Naukę w szkole podstawowej z niemieckim językiem nauczania rozpoczęła w 1-szym roku wojny. Tu warto dodać, że w szkole perfekcyjnie mówiła po niemiecku, zaś w domu wszyscy posługiwali się językiem polskim. Lata dziecinne to dla niej trudne wojenne lata, które nie dały podstaw do radosnych przeżyć, ale mimo to mile wspomina wspólne zabawy z bratem Bogusiem i ulubiony jej sport zimowy, jakim była jazda na łyżwach, którą uskuteczniała na zamarzniętym stawie „Klyszczowiok” w niedalekim Kleszczowie. W marcu 1945 r. będąc w 4-tej klasie szkoły podstawowej, po wejściu żołnierzy radzieckich do Żor wraz z matką i młodszym bratem kolejny raz są zmuszeni do ucieczki z miasta. Udali się do Chorzowa, gdzie mieszkała jej ciotka i u niej znaleźli schronienie. Po paru tygodniach powrócili – i tutaj ogromne przerażenie, ukochane miasto leży w gruzach, wokół zgliszcza i ruiny, a ich rodzinnego domu już nie ma – ten obraz do końca życia zostanie w jej pamięci. Po wojnie kończyła naukę w szkole podstawowej. Była bardzo zdolną uczennicą, stąd też dalszą edukację kontynuowała w żorskim Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki. W czasie nauki w liceum jest aktywną harcerką, organizuje pierwszą drużynę harcerską w Szkole podstawowej w Rowniu, której jest drużynową. 7 lat po wojnie ukończyła liceum i zdała egzamin maturalny, który w owych czasach był nie lada wyczynem. Po maturze postanawia kontynuować rodzinne tradycje i zapisuje się do Towarzystwa Śpiewaczego „Feniks” utworzonego w 1912 r., którego jednym z założycieli i późniejszym prezesem był jej ociec Józef. Była zdolną i ambitną dziewczyną i za cel swej edukacji zawodowej obrała sobie studia medyczne, lecz z powodów politycznych, komunistyczne powojenne władze skutecznie uniemożliwiły jej studiowanie. Widząc niemoc realizacji swoich planów nie traci jednak werwy i częściowo realizuje swoje marzenia o medycynie podejmując pracę w żorskim szpitalu. W pracy jest bardzo aktywna nie tylko zawodowo – tutaj też wraz z koleżankami zakłada zespół teatralny, który daje występy dla pacjentów szpitala w czasie państwowych i lokalnych uroczystości. W szpitalu pracuje 10 lat na różnych stanowiskach, ale przełożeni najbardziej ją cenią w sferze ekonomicznej na stanowisku kasjerki a później księgowej. W oczach ówczesnego dyrektora szpitala jest wybitnie uzdolnioną osobą i kieruje ją na studia do Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Katowicach. Do dzisiaj ma do dyrektora szpitala dr Łytkowskiego wielki szacunek i wdzięczność nie tylko ze względu na jego fachowość i wzorowe zarządzanie, ale również za roztropność, dzięki której została wysłana na studia zaoczne, a więc takie, które w tych czasach nie podlegały aż tak wielkiej jurysdykcji politycznej. Ówczesne Żory to było małe miasto, a więc wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli. Tak więc jak była na 3 roku studiów, o jej zdolnościach ekonomicznych dowiedziała się dyrekcja żorskiego oddziału Powszechnej Spółdzielni Spożywców i zaproponowała jej pracę na stanowisku kierownika obrotu towarowego, którą to pracę przyjęła. 2 lata przepracowała na tym stanowisku, kończąc w tym czasie studia i uzyskując dyplom mgr-a ekonomii. W tym czasie jej przełożeni – również ci z dyrekcji w Katowicach dostrzegli u niej cechy predysponujące do zarządzania firmą w szerszym zakresie i awansowali ją na stanowisko z-cy dyrektora ds. handlu. I również na tym stanowisku dała się poznać jako wybitny znawca tematu, osoba asertywna, cechująca się konsekwencją w działaniu i systematycznością, dobry organizator pracy i negocjator – i to wszystko skutkowało kolejnym awansem, tym razem na stanowisko naczelnego prezesa PSS oddział Żory. Miała wtedy 32 lata i była najmłodszym prezesem oddziałów PSS w woj. Katowickim. Jej specyficzność, a także urodę dostrzegł pewien młody pracownik biura konstrukcyjnego w Katowicach, w którym ze wzajemnością się zakochała i po 2 latach narzeczeństwa stała się jego żoną. Owocem ich miłości jest dwójka dzieci córka Joanna i syn Aleksander. Mając w genach działalność społecznikowską czynnie bierze udział w życiu miasta. Przez jedną kadencję jest radną, jest sekretarzem Towarzystwa Śpiewaczego „Feniks” i współautorką księgi pamiątkowej wydanej z okazji 50 lat istnienia Towarzystwa, jest przewodniczącą ruchu kobiecego, członkiem zespołu charytatywnego i przewodniczącą zespołu synodalnego przy parafii św. Filipa i Jakuba, no i jest także członkiem Towarzystwa Miłośników Miasta Żory. Mając tak napięty czas, nie ustaje jednak w pogłębianiu swej wiedzy i w 1975r. kończy studia podyplomowe z zakresu zarządzania i planowania na renomowanej i najstarszej uczelni ekonomicznej w Polsce czyli Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie – obecnie SGH. Na stanowisku prezesa żorskiego oddziału PSS, a później WSS, mając we krwii społcznikostwo bardzo często udziela pomocy rzeczowej i finansowej wielu miejskim organizacjom społecznym, a między innymi Związkowi Harcerstwa Polskiego. W 1982 r. przechodzi na zasłużoną emeryturę, ale dalej angażuje się zarówno zawodowo jak i społecznie. Życie nie szczędzi jej jednak cierpień i 6 lat później przychodzi kolejna tragedia życiowa – zostaje wdową. Ma dwie życiowe pasje: pierwsza to historia. O Polsce i Żorach wie prawie wszystko. Druga pasja to turystyka. Zwiedziła całą Europę i wybrane państwa Afryki i Azji. Nie spełniła jednak największego marzenia swego życia – czyli zwiedzenia Meksyku – nie pozwoliła jej na to nieuleczalna choroba oczu, która do dzisiaj znacznie utrudnia jej życie. Obecnie jest aktywnym członkiem Związku Emerytów i Rencistów. Jest bardzo zintegrowana z rodziną. Córka jest nauczycielem języka angielskiego, a syn menagerem w firmie medycznej. Cieszy się życiem, a nade wszystko pięcioma wnukami. Jest osobą pogodną, z wielką dozą humoru, a jej pamięć o dawnych czasach i elokwencja powodują, że jej opowiadań można słuchać godzinami. Jest jedynym z żyjących, 17 założycieli Towarzystwa Miłośników Miasta Żory i członkiem honorowym naszego stowarzyszenia.

Andrzej Schmidt:
Urodził się w miejscowości, która jest od niego o 5 lat starsza, choć korzenie jej sięgają 1312r. Kiedyś stolica województwa, dzisiaj siedziba powiatu – tym miastem jest Bielsko B. Przyszedł na świat w drugiej połowie lat 50-tych, jako jeden z dwojga rodzeństwa – ma młodszą siostrę. Były to czasy wielkiej „odwilży” po śmierci Stalina, a rządzili wtedy W. Gomółka i J. Cyrankiewicz i jak wiele lat później wspominał – oby dwóch panów się bał, bo pierwszy krzyczał, a drugi był łysy. Po 5-ciu latach rodzice zapisali go do przedszkola, w którym wiele rzeczy mu się nie podobało, ale najbardziej nie lubił wycinanek, do tego stopnia, że były one powodem pierwszych w jego życiu wagarów – zamiast do przedszkola poszedł sobie do kolegi. W dzieciństwie mieszkał z rodziną w Tychach, a po wybudowaniu domku przeprowadził się wraz z całą rodziną do Czechowic Dziedzic, gdzie kończył szkołę podstawową. W podstawówce wiele rzeczy go interesowało, ale najbardziej lubił sport i taniec – tańczył wtedy w renomowanym szkolnym zespole tanecznym. Z nauką problemów nie miał i postanowił kontynuować edukację na szczeblu średnim zdając egzaminy do liceum ogólnokształcącego w Czechowicach Dziedzicach do klasy o profilu sportowym. Uczył się gorliwie, choć zdarzały mu się różne młodzieńcze wybryki. Klasę, do której uczęszczał chyba do dziś pamiętają nauczyciele. Była to klasa wybitna pod każdym względem, o czym świadczy fakt, że za karę nie dane im było doświadczyć najważniejszego wydarzenia przedmaturalnego – studniówki. Oprócz nauki czynnie uprawiał lekkoatletykę. Miał dobre wyniki w skoku wzwyż i trójskoku. Uczęszczał także do Pszczyńskiej Szkoły Walki. W tym czasie zrodziły się nowe zainteresowania – fotografika, a także przedmioty ścisłe – fizyka i matematyka. Przyszedł wreszcie czas matury. Najlepiej mu poszło z przedmiotów ścisłych, trochę gorzej z polskiego, ale w sumie egzamin maturalny zdał z wynikiem bardzo dobrym. Na studia wybierał się na górnictwo, ale wtedy po odkryciu Bogdanki władze Politechniki Śląskiej preferowały studentów z woj. Lubelskiego i mimo, że się nie dostał, dalsze losy potoczyły się ku jego myśli, bo został przyjęty na Uniwersytet Śląski w Katowicach na interesujący go Wydział matematyki, fizyki i chemii – kierunek fizyka. W czasie studiów mieszkał w akademiku i oprócz bogatego życia studenckiego i czasami wytężonej nauki, dalej uprawiał sport będąc czynnym zawodnikiem sekcji judo w Akademickim Zespole Sportowym. Dalej interesuje się fotografiką, a jego fotografie i unikatowe na nich ujęcia podziwiało wtedy wiele osób, a w tym również artystów i zawodowych fotografów. W tym czasie rozwinęło się kolejne jego zainteresowanie – zaczął się interesować dziewczynami. Pewnego razu, a było to w tym właśnie akademiku spodobała mu się pewna studentka, panienka z długimi czarnymi włosami i postanowił ją poderwać – no i … udało mu się, a jak wtedy przed kolegami się wychwalał ?! Piękna dziewczyna ze Świerklańca nie od razu miłość mu wyznała i z tego powodu niesamowicie przeżywał. Ale jest człowiekiem niesłychanie wytrwałym i w końcu doczekał się wzajemności. Cieszył się wtedy jak dziecko, a co z tym aparatem fotograficznym wtedy wyprawiał ?! Specjalnie statyw sobie kupił i do dziś oboje mają takie ujęcia, że dzieci do tej pory tych zdjęć nie oglądały. Narzeczeństwo trwało 4 lata po czym szybko nastąpiły kolejne formalne elementy procedury małżeńskiej. Ślub odbył się w Katowicach w kościele na Dębiu i do dziś są wzorowym małżeństwem. A co było potem? … po Śląsku by się powiedziało – oba ku sia sie mieli, fest się pszoli, a zakończę polską rymowanką – miłość resztę zrobiła no i po roku przyszła ta chwila kiedy mu się córeczka urodziła. Wtedy zdało się, że zwariuje ze szczęścia, ale szczegółów nie pamięta, choć jak twierdzi nic wtedy nie pił, bo był w stresie z powodu strasznej burzy jaka tej nocy przeszła nad miastem. W 1980 r. przeprowadził się do Żor z dwóch powodów: po pierwsze miasto dawało pracę, a po drugie upragnione własne mieszkanie. Już po krótkim czasie zamieszkania miasto Żory zupełnie go zauroczyło i stał się jego fanem i gorącym miłośnikiem co trwa do dnia dzisiejszego. Pierwsze kroki zawodowe stawiał jako nauczyciel w Technikum Budowlanym w Żorach, a w wolnym czasie dorabiał sobie także w innych żorskich szkołach. W 1984 r. zostaje podwójnym szczęściarzem: z Urzędu Miasta dostaje informację o powołaniu na stanowisko wicedyrektora w macierzystej szkole średniej, a ze szpitala dostaje informację, że został ojcem – urodziła mu się druga córka. Ciesząc się tymi wydarzeniami musiał jednak stawić czoła nowym wyzwaniom i dalej rzetelnie pracować. Umiejętności organizatorskie, wiedza merytoryczna, matematyczne myślenie i zdolności interpersonalne to cechy, które dostrzegli jego przełożeni, co skutkowało awansem na stanowisko naczelnika Wydziału Edukacji w żorskim magistracie. Na tym stanowisku wprowadza wiele innowacji w oświacie, wzorowo koordynuje pracę przedszkoli i wszystkich żorskich szkół. Tutaj kolejny raz staje na pierwszej linii frontu i jest odpowiedzialny za wprowadzenie w Żorach reformy systemu oświaty. W tym zakresie jest między innymi współtwórcą nowej sieci szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadpodstawowych. Dzięki jego staraniom Żory wkrótce stają się słynne na całą Polskę. Jego zaangażowanie, konsekwencja w działaniu i nieprawdopodobna determinacja przynoszą rezultat. Oto bowiem po długich bojach i negocjacjach, Kuratorium Oświaty w Katowicach wyraża zgodę na wprowadzenie do szkół gimnazjalnych nowatorskiego programu nauczania dziejów Żor. Taki rodzaj edukacji regionalnej koordynowany do dzisiaj przez Towarzystwo Miłośników Miasta Żory był pionierski w skali ogólnopolskiej. Przez ostatnie 14 lat wspomaga swojego szefa w prowadzeniu dużej firmy, aby klienci załatwiający w niej sprawy byli przekonani o profesjonalizmie pracowników i wysokiej jakości ich obsługi. Nieoceniony jest jego wkład we wdrożenie i utrzymanie systemu jakości w miejscu pracy na bazie europejskiej normy ISO. Mieszka wraz z żoną w ich własnym domu w Rowniu i razem cieszą się malutkim skarbem, jakim jest dla nich wnuczka Lidzia. Dzieci są na swoim. Młodsza córka jest nauczycielem języka angielskiego, a starsza mająca widocznie pewne ojcowskie geny jest fizykiem z tytułem doktora. Społecznie angażuje się w różnych organizacjach wspomagając ich działalność, czego dowodem są różne wyróżnienia, odznaki i odznaczenia zarówno ministerialne, wojewódzkie jak i lokalne w tym harcerskie, no i dzisiejsza prestiżowa nagroda. Jest społecznym opiekunem miejsc pamięci narodowej i jest ponadto długoletnim aktywnym członkiem Towarzystwa Miłośników Miasta Żory.


Dodaj komentarz